Reportaże
P. Wrzosek
Hiszpania
Członkami Intervacu zostaliśmy w styczniu 2008 roku. Jakież było moje zdziwienie, gdy na drugi dzień po otrzymaniu członkostwa, dostaliśmy propozycję wymiany z Hiszpanii! Nasze wakacje były już co prawda zaplanowane, ale oferta z Hiszpanii dawała możliwość "wymiany nierównoczesnej", tzn. Hiszpanie dysponowali mieszkaniem wakacyjnym, my również. Propozycja wydawała się kusząca: mieszkanie nad oceanem, blisko granicy z Portugalią. Długo się nie namyślając uzgodniliśmy, że Hiszpanie przyjadą do nas w 2008 roku (jak zamierzali) a my rok później. Tak więc wymiana została przypieczętowana.
Latem pojechaliśmy do Krakowa odebrać naszych gości z lotniska i dać im klucze. Manuela i Pablo wraz z synem okazali się przemiłymi, bardzo kontaktowymi ludźmi. Byli już w Polsce 13 lat temu i teraz mieli się przekonać, jak bardzo nasz kraj zmienił się przez ten czas. Ciekawi byli, czy Polacy lepiej mówią po angielsku niż podczas ich ostatniej wizyty. Hmm... Lepiej na pewno, wielu z nas przecież szlifuje swój angielski na różnych kursach, ale... Mieliśmy się o tym przekonać już niebawem ;) Po kilku dniach dostałam telefon od Pabla, że samochód, który wypożyczyli się zepsuł i stoi w centrum miasteczka. Dzwonili do biura, ale włącza się automatyczna sekretarka (ok. godz.18) nagrana tylko po polsku. Poruszyliśmy wszelkie oddziały tej wypożyczalni od Krakowa po Wrocław. Wymiana telefonów (mąż - wypożyczalnia - mąż - pan Czesio mechanik - mąż) trwała 3 dni. Miejscami było nawet wesoło. W końcu podstawiono nowy samochód.
Chcieliśmy, by nasi goście poznali (lub przypomnieli sobie) trochę smaków kuchni polskiej. W tym celu zostawiliśmy im domowej roboty bigos, pierogi, ogórki kiszone i trochę innych przetworów. Wahaliśmy się tylko z bigosem - nie jest on przecież lubiany przez cudzoziemców. Obawy okazały się bezpodstawne - zachwycili się bigosem! Manuela poprosiła o przepis, co uczyniłam, wysyłając jej przepis... wraz z kapustą kiszoną z Polski :) Podobno wyszedł prawie taki jak nasz :)
Nasze wakacje w Hiszpanii zaczęły się wraz z początkiem lipca. Hiszpańscy przyjaciele powitali nas przepyszną zupą gazpacho i innymi specjałami hiszpańskimi. Wcześniej mieliśmy już przyjemność gościć w tym kraju, ale były to wyspy. A prawdziwa Hiszpania - jak mówią jej mieszkańcy - to ląd. Zwłaszcza rejon, w którym się znaleźliśmy (Andaluzja) uważany jest za kwintesencję tego kraju. Byliśmy chyba jedynymi obcokrajowcami w miasteczku. Hiszpanie, jak większość mieszkańców południa, dzień zaczynają leniwie i dość późno. Gdy o godz. 10 rano poszliśmy na plażę, byliśmy tam pierwsi! Wybrzeże Costa de La Luz to przepiękne, szerokie, piaszczyste plaże z wielkimi muszlami lśniącymi w słońcu. W ciągu dnia przybywało niewielu plażowiczów. Jest to rejon mniej uczęszczany niż np. Costa del Sol. Ma to swoje dobre strony, bo i turystów mniej i żywność tańsza: piwo na plaży kosztowało 1,20 euro, coca-cola 0,90, a za 8-9 euro można było zjeść talerz owoców morza.
Nasz wypoczynek nie ograniczał się jednak tylko do leżenia na plaży. Odległa o 100km Sevilla to miasto piękne, mające swój klimat i hiszpański charakter. To tu właśnie znajduje się druga co do wielkości (po Madrycie) arena walki byków - La Real Maestranza. A Plaza de Espana wybudowana specjalnie na Expo w 1929 roku to majstersztyk sztuki hiszpańskiej. Alcazar i największa chrześcijańska gotycka katedra na świecie również warte były odwiedzin. Z kolei pobliska Huelva (a dokładnie La Rabida) to miejsce, z którego Kolumb wyruszył do Ameryki. Stoją tam dziś repliki jego karaweli. Na każdą można wejść i zobaczyć jak wyglądało kiedyś życie na morzu - są tu Kolumb i jego kompani naturalnej wielkości, wykonujący swoje prace.
Jako, że Portugalia była "na wyciągnięcie ręki", zawitaliśmy i tam. Wybrzeże Algarve jest rzeczywiście piękne, z widokami zapierającymi dech w piersi. Jednym słowem - było cudnie! Dzięki Intervacowi poznaliśmy fajnych ludzi i zobaczyliśmy więcej niż z biurem podróży. Opuszczaliśmy Hiszpanię z żalem, ale nie był to koniec naszych wakacji. W tym roku czekała nas jeszcze jedna wymiana - tym razem z Włochami, którzy bardzo chcieli wędrować po polskich górach... Ale to już materiał na inny reportaż :)



