Reportaże
P. Wilk
Kalabria
Chyba to był marzec 2006...
Ja: Czytasz tylko o polityce i gospodarce, rzuć okiem na ten artykuł o ciekawej formie wyjazdów wakacyjnych...Intervac...
Mąż: Co? Intervac? A...słyszałem...Ty jak zwykle masz szalone pomysły...No wyobraź sobie, że ktoś zupełnie obcy mieszka w naszym domu...śpi w naszym łóżku...używa naszego samochodu...Jesteś chyba przepracowana i potrzebne Ci są wakacje...ale...
Ja:...ale...dlaczego właśnie nie zorganizowane w taki sposób? Jak sobie przypomnę Grecję sprzed dwóch lat....brrr...sprawdzone biuro podróży...super hotel....brrr.....
Mąż: Ile mi to jeszcze będziesz wypominać? Mnie się podobało i dzieciom też!
Ja: Czyżby?
Mąż wzrokiem bazyliszka popatrzył na dzieci...
Luty 2008r.
Mąż: Zwykle o tej porze planujemy już wyjazd wakacyjny. Zostawiam to Tobie w tym roku, żeby nie było na mnie jak ostatnim razem.
Ja:OK! Mam świetny pomysł, ale na razie Ci go nie zdradzę.
Parę dni później:
Ja: Zarejestrowałam się w Intervac-u.
Mąż: Słucham? Myślałem, że już o tym zapomniałaś... (Już mu nie mówiłam, że przez cały rok mi to chodziło po głowie i że przejrzałam oferty z całej Europy). Zdziwię się jak ktoś będzie chciał przyjechać do W-wy na co najmniej 2 tygodnie....
"To się zdziwisz"- pomyślałam
Pytałem już w biurze podróży o Kalabrię, marzyłaś o tym...
A ja zamieściłam na stronie Intervac zdjęcia naszego domu, okolicy, informację i zdjęcia o miejscach wartych odwiedzenia w Polsce. Wysłałam około 30 emaili w ciągu paru dni. Kilkanaście rodzin grzecznie mi podziękowało, reszta nie odpisała. Wysyłałam dalej...ale oferty który nadeszły w ciągu paru następnych dni nie były odpowiedziami na nasze zapytania...Mój mąż nie krył zdziwienia. Pierwsza oferta z Holandii, potem Francja, znów Holandia. Fin nas torpedował kilka razy emailami, zachęcał jak mógł i to on ostatecznie przekonał mojego męża do Intervacu i mąż...załapał bakcyla... Pewnego dnia pyta:
-To co dopinamy tą Finlandię?
-A może Kalabrię? - mówię
-To jednak biuro ?
-Nie, Intervac, właśnie przyszło zapytanie od Włochów z Kalabrii.
-Żartujesz sobie ze mnie....
No i od tej pory pochłonęła nas wymiana informacji pomiędzy Warszawą a Pietrapaola Marina (nadmorska miejscowość wypoczynkowa nad morzem Jońskim w Kalabrii). Zakupiłam włoskie rozmówki i słowniki, mapy, przewodniki. Oni mieli już doświadczenia - 2 wymiany, my pierwszy raz. Czuliśmy, że bardzo chcą przyjechać do Polski, ale z taką pewną nieśmiałością...Polska to dla nich odległy, nieznany kraj....Już wszystko prawie dopięte, a w tzw. międzyczasie z przykrością odmawiamy na kilka innych zaproszeń.
Sierpień - wyruszamy, mamy 2 godziny czasu na lotnisku w Rzymie, aby się spotkać. Za pośrednictwem emaila wymieniliśmy się zdjęciami. Z daleka poznajemy w hali przylotów Angelo i Patricię. Jest z nimi córka i jej koleżanka. Wymieniamy się kluczami i ostatnimi informacjami, oni za chwilę wylecą do W-wy, a my mamy jeszcze przed sobą ponad 500km z Rzymu...Jedziemy autostradą na Południe Włoch podziwiając widoki. Pietrapaola - piękny apartament nad samym morzem, słońce, ciepła woda, szeroka. pusta plaża bez parasoli ustawionych w żołnierskich rzędach. Dzieci są zachwycone, my też.
Mała miejscowość, sami Włosi, więc stanowimy pewnego rodzaju ciekawostkę. Wszyscy chcą się zaprzyjaźnić, wciągają nas w rozmowę, zabawę na plaży... Jesteśmy zachwyceni kuchnią włoską, bajkowymi miasteczkami położonymi na wzgórzach, gdzie na placach i placykach Włosi niespiesznie popijają z mikroskopijnej wielkości filiżanek espresso...Ta atmosfera szybko nam się udziela...Chcemy uwiecznić te chwilę, więc robimy setki zdjęć. Tymczasem "nasi Włosi" donoszą, że są pod wrażeniem Polski - zwiedzają, oprócz Warszawy także Kraków, Oświęcim, Trójmiasto, Częstochowę i Toruń. 14 -tego dnia pobytu we Włoszech wracamy do Wiecznego Miasta, aby tu zagościć jeszcze na parę dni. Rzym nas zachwyca.
Ale czas wracać...Gdy lądujemy na Okęciu nasi włoscy przyjaciele są w właśnie w samolocie lecącym do Rzymu. Dom zastajemy w najlepszym porządku. Na pulpicie komputera zdjęcie "naszych Włochów" na tle fontanny w Ogrodzie Saskim i wzruszające podziękowania i zachwyty Polską i Polakami - że tak czysto, ludzie mili, wspaniała kuchnia, a szczególnie cukiernie...Hm...tak nas widzą, lepiej niż Polacy samych siebie...zastanawiające...
Mąż: To były super wakacje. Może jeszcze jakiś mały "wypadzik" w tym roku? Zostało Ci coś urlopu?
Z jakim biurem podróży - pytam z przekąsem?
Mąż: Biura podróży zostawmy dla mniej żądnych wrażeń.
Czyżby w pełni zaakceptował mój "szalony pomysł"....?



