Reportaże
Reportaż Lucyny i Jarosława Serbów
I po... debiucie
Ten pierwszy raz!!! To już historia, jesteśmy po drugiej wymianie a już myślimy o następnej...
Ale zacznę od początku. Teściowa...., tak początek przygody z Intervac-iem dała moja kochana teściowa i wcale nie to zdecydowało, że ją kochamy.
Marzec 2007 rok, niedzielny obiadek u mamy, kawka, ciasto, TV. Mama, czytająca dużo i na wiele tematów, rzuca na stół Rzeczpospolitą, dodatek Piąta Aleja. Mama! Co to? Nie chce nam się czytać, o czym tym razem musimy się dowiedzieć?
I tak się zaczęło. Cały świat nasz, tylko kliknąć i e-mail idzie. No tak, Świat czeka a co my? Coś trzeba dać od siebie i to bardzo osobistego, stać nas na to? Dylematy wyrastały jak grzyby po deszczu : na kogo trafimy, jak się dogadać, czy to w ogóle nie jest jakaś lipa, co powie rodzina, sąsiedzi (niby wszyscy podziwiają i dopingują ale co myślą naprawdę, tego się nie dowiesz).
Decyzja zapadła. Rozpoczęliśmy przygotowania. Informacja o nas, naszym domu, mieście i okolicy w dwóch językach gotowa była po tygodniu. Pełni optymizmu zaczynamy (zgodnie z instrukcją) wysyłać e'maile. Jeden, drugi, dziesiąty... Dni mijają i .....cisza. Na dziesięć wysłanych wiadomości jedna odpowiedĹş w grzecznej formie odmowna. Gdzie tkwi błąd? Zielona Góra to nie Tatry czy polskie morze. Zaczynamy wątpić w powodzenie całej akcji. Ale nie rezygnujemy. Dopingują nas poznani przez internet Intervac-owcy z Krakowa. Mówili: piszcie, piszcie i nie od razu na koniec świata. W Polsce też jest co zwiedzać, jeśli się nie uda z zagranicą, przyjeżdżajcie do nas, Kraków to piękne miasto (serdeczne podziękowania dla Danusi i Zbyszka)!
Ale wreszcie coś drgnęło. Odpowiedzi napływały. Czas leciał, korespondowanie trochę kręciło i pasjonowało, nowi znajomi dość szybko stawali się internetowymi przyjaciółmi, trochę jak sieciowe flirty.
Nawet teraz trudno mi w to wszystko uwierzyć. Spośród niewielu poważnych ofert zdecydowaliśmy się na klasyczną wymianę. Zamieniliśmy się domami z czteroosobową rodziną z Austrii. Tak! Zaczęliśmy z wysokiej półki.
Dzielnica domów i pensjonatów na obrzeżach Insbrucka w otoczeniu pasm alpejskich gór. Co tu można więcej pisać, niezapomniane wrażenia. Codziennie budziliśmy się jakby w nowym miejscu, bo Alpy każdego dnia wyglądały inaczej. Dwa tygodnie to dość czasu aby zwiedzić Tyrol i być tam gdzie wypada być i tam, gdzie może się już nigdy nie będzie. A w domu, pełna wygoda: basen, letni domek z grillem, rowery, batuta zwana potocznie trampoliną, sauna, siłownia, kominek, internet i uwaga największa atrakcja - brak telewizora. Tak to był szok, jak żyć bez TV? Pełna izolacja od informacji z kraju i ze świata. I tylko z sms-ów od znajomych dowiedzieliśmy się, że w Polsce szykują się wybory. Pierwszy wieczór przy płytach CD w klimacie soulu, jazzu, muzyki filmowej przy lampce czerwonego wina wynagrodził nam brak TV.
Tak sobie wymyślili Nasi gospodarze i tylko mogę Im pogratulować. Ja tyle odwagi w sobie nie mam, telewizor w moim domu ryczy na okrągło.
Podsumowując, nie pamiętam kiedy tyle czasu spędziłem razem z rodziną, rozmowy z żoną, zabawa z dziećmi. Spędzaliśmy już urlopy sami, bez znajomych, ale ten był wyjątkowy, My i Alpy.
Tak minęły dwa tygodnie, aktywnego urlopu z wydatkami na wjazdy kolejkami górskimi (3500 m n.p.m. to już nie przelewki, mniej wprawionym może zabraknąć tchu) i inne atrakcje w otoczeniu miłych i sympatycznych mieszkańców Austrii. Przecież my ich nie znaliśmy a oni ciągle ,,Dzień Dobry" i ,,Szczęść Boże". Dziwny ten naród i nawet z uśmiechem zatrzymują się przed przejściem dla pieszych a kwiaty to nawet w oknach obory mają. A może wcale nie dziwny, może tak właśnie wygląda normalność?
Jeszcze tylko parę słów o Pradze. Ten mały epizod miał miejsce w słoneczny wrześniowy weekend. Trzy piękne, słoneczne dni spędziliśmy w samym centrum rynku, przy placu Wacława. Mieszkaliśmy w starej, zabytkowej kamienicy, gdzie mieliśmy tylko jeden problem: gdzie na stałe zaparkować auto. Będąc wiele razy w Pradze z różnymi grupami wycieczkowymi i prywatnie, nie miałem okazji tak zwiedzić Pragi jak teraz. Przez trzy dni czuliśmy się mieszkańcami Pragi.
Podsumowaniem tej opowieści z naszego debiutu z Intervac'iem niech będzie parę myśli i wniosków:
- Intervac'owcy to lepiej jak rodzina
- nie bój się dzielić tym co masz najlepsze, swoim domem
- to wspaniałe uczucie czuć się gościem u kogoś mając taki kredyt zaufania
- poznawaj jak żyją i mieszkają inni, to rzadkie doświadczenie
- nawiązuj kontakty, bo nie wiesz co zainteresuje i przekona do ciebie innych
A może za rok Brazylia a może lepiej Mazury? Ten wielki znak zapytania to też coś, co wyróżnia Intervac od biur podróży!
![]() Świat kryształów Svarovskiego |
![]() Takie kwiaty tylko w Tyrolu |





