Reportaże
P. Wichary
Hiszpania
Nasza pierwsza wymiana zawiodła nas do maleńkiej miejscowości El Bruc, która znajduje się na terenie Parku Narodowego obejmującego masyw Montserrat. Tak, tego samego, który wśród monumentalnych skał kryje sławny klasztor benedyktynów z sanktuarium Czarnej Madonny, najświętszym miejscem Katalończyków. Jednak na początek - przyznam się do trochę większej niż "lekka panika", która pojawiła się u mnie na miesiąc przed naszą wymianą. Otóż, wszystkie formalności dopięliśmy stosunkowo wcześnie, bo już w styczniu, a wyjazd przypadał na 14 sierpnia, no i zaczęło się!!! Słucham sobie wiadomości radiowych, a tu nagle słyszę, że Montserrat jest spowite 12 km chmurą dymów i pyłów, siadam do komputera i poszukuję bliższych informacji- pewna, że jakiś kataklizm pokrzyżuje nasze wakacyjne plany! Na nasze szczęście, okazało się, że istotnie wybuchł wulkan na wyspie Montserrat w archipelagu Małych Antyli (basen Morza Karaibskiego)- "nie każdemu psu na imię Burek", a moja niewiedza geograficzna zemściła się chwilową palpitacją! Dwa dni później, przeczytałam na Onecie (zakładka- turystyka) ogłoszenie o możliwości odsprzedania 3 biletów na lot, którym nasza trój- osobowa hiszpańska rodzina miała do nas przylecieć! Ze zgrozą uświadamiam sobie, że nasz systematyczny mailowy kontakt urwał się jakiś czas temu, kiedy, to właśnie powinien się nasilić!!! Na tydzień przed wylotem nadal nie mamy zwrotnych e-maili, zmuszam męża do poszukiwania wolnych miejsc w hotelu. Biorąc pod uwagę najwyższy sezon turystyczny w Barcelonie, wydaje się to - "mission impossible"! Dokładnie na trzy dni przed wyjazdem dzwonią do nas Hiszpanie i tłumaczą, że mieli kłopot z Internetem i uspakajają, że w czwartek mijamy się na lotnisku.
Aż wreszcie - jesteśmy i pomimo wcześniejszych obaw dotyczących położenia, a konkretnie, że wylądujemy w "zapadłej dziurze", którą nasi hiszpańscy przyjaciele umieścili w Intervacu jako Barcelona, zastaliśmy miłe niespodzianki. Po pierwsze, wspaniałe widoki z okien ogródka i tarasu- rzadko przecież się mieszka w obrębie parku narodowego! Po drugie, wszystkie możliwe wygody w stuletnim katalońskim domu, który miał swoją "duszę"- w wietrzną noc objawiła się kołaczącymi się okiennicami! Po trzecie łatwy dostęp do autostrad i wszelkich szybkich dróg, tego możemy im pozazdrościć! I, jak na maleńką, bo zaledwie 1200 mieszkańców wieś- ma swoje biuro podróży, galerię sztuki, ciekawe sklepy, które znajdują się w starych katalońskich domach (u nas żaden Sanepid nie pozwoliłby otworzyć sklepu w stuletniej piwnicy), ponadto kościół, hotel, kompleks sportowy - stadion, boiska i cudowne kąpielisko- oczywiście z widokiem na Montserrat! Ma też, El Bruc swoją kilkudniową fiestę- parady przebierańców, pokazy wielkich kukieł, występy konkurujących orkiestr z wspaniałymi fajerwerkami, no i zabawa do samego rana. Prawdziwa hiszpańska fiesta wymaga doskonałej kondycji i przysłowiowego "końskiego zdrowia", jak się zakończy w jednej wsi, to w następny weekend fiestę szykuje sąsiednia miejscowość.
Po aklimatyzacji w El Bruc wyruszyliśmy "na podbój" Barcelony - serca Katalonii. Zrobiła na nas duże wrażenie ogromem zabytków, które uzmysławiają bogactwo kulturowe tego regionu Hiszpanii. Nawet nasi nastoletni synowie, którzy są na etapie preferencji spotowo-rekreacyjnych, niż zwiedzania, z wielkim zaciekawieniem oglądali dzieła genialnego A. Gaudiego (Sagrada Familia, Park Guell, Casa Mila) i innych budowniczych przepięknych gotyckich kościołów, monumentalnych twierdz (Montjuic) stadionów (olimpijskiego i FC Barcelona). Kolorowa i gwarna Rambla urzekła różnorodnością mimów, żywiołowego ulicznego tańca i ogromem ciekawych kramów, włącznie ze zwierzętami! Nowoczesne kompleksy przeplatają się z malowniczymi uliczkami, współczesne atrakcje -Akwarium, Maremagnum z zabytkowymi dzielnicami(Barceloneta, Bari Gotic). Z powodzeniem odnalazłam uliczki i budowle z ostatnio przeczytanych bestsellerów wydawniczych "Cień wiatru" i "Katedra w Barcelonie". Barcelona to miasto niezwykle przyjazne turystom, metro i komunikacja autobusowa działają bez zarzutu, łatwo i szybko można przemieszczać się po mieście.
Kilka dni zwiedzania Barcelony było przerywane plażowaniem w pobliskich kurortach Sitges, Villanova i La Geltru . Są tam cudowne, szerokie i czyste piaszczyste plaże, które pozostaną dla nas tęsknym wspomnieniem!
Ale Katalonia to nie tylko Barcelona, zwiedziliśmy jeszcze uroczą zabytkową Gironę- jedno z piękniejszych miast, leżące nad rzeką Onyar, spacer po średniowiecznej dzielnicy, zwiedzanie najszerszej na świecie jednonawowej katedry gotyckiej z kompleksem 90 barokowych schodów. Ponadto rzymskie zabytki Tarragony, przeżyliśmy emocjonujące wrażenia w Parku Aventura. Dotarliśmy też do Figures , gdzie zwiedziliśmy muzeum Salvadora Dali, które jest zarówno szokujące i fascynujące, tak jak osobowość S. Dalego. Niedawno otwarta wystawa biżuterii wg. projektów Salvadora zapadła głęboko w pamięć. Zwiedzanie Katalonii stanowiło dla nas prawdziwą ucztę dla zmysłów - aromaty smacznej kuchni, malownicze widoki, zapachy lawendy, bazylii i koperku, które rosną dosłownie wszędzie. Przemierzając ten region Hiszpanii, zatrzymujemy się co krok na widok zaskakujących pejzaży, ale też nacjonalistycznych graffiti - Catalunya est no Espaniol! Ludzie są życzliwi, rozpoznają i pozdrawiają nas: Hola, Amigos! i Hasta maňana!
Zyskaliśmy nowych przyjaciół, poznaliśmy kulturę, zwyczaje, zakosztowaliśmy smaków Katalonii, ale przede wszystkim zyskaliśmy niezapomniane wspomnienia masywu Montserrat.



