Reportaże

Państwo Serbowie

Włochy

Ciąg dalszy...

Musiał nastąpić. Po udanych wyjazdach zeszłorocznych nie mieliśmy wątpliwości, że trzeba spróbować raz jeszcze. W kwietniu tego roku zaczęliśmy poszukiwać chętnych do wymiany.

Pełni optymizmu zaczynamy wysyłać e'maile. Jeden, drugi, dziesiąty... Dni mijają i .....cisza. Na dziesięć wysłanych wiadomości jedna odpowiedź w grzecznej formie odmowna" - to dokładnie cytat z poprzedniego reportażu. Tak jakby nic się nie zmieniło. Ale my już wiedzieliśmy, to tylko kwestia czasu a chętny się znajdzie.

I faktycznie na naszą ofertę odpowiedzieli Włosi. Z opisu wynikało, że mają za sobą 35 wymian. Wcale się nie dziwię. Jak ktoś mieszka w stolicy Toskani to problemów ze znalezieniem chętnych mieć nie może. Florencja to miasto, o którym wszyscy słyszeli. Ale w Polsce nie byli jeszcze nigdy. Może uznali, że tak egzotyczny kraj leżący w środku Europy należy również w końcu odwiedzić.

Porozumiewaliśmy się w języku niemieckim, na początku mailami, później przyszedł czas na rozmowy telefoniczne. Każdy kto nie lubi tego języka powinien posłuchać go w wykonaniu rodowitego Włocha. Niemiecki to wyjątkowo śpiewny i melodyjny język.

Wreszcie nadszedł dzień przyjazdu naszych Włochów. Przyjechali w strugach deszczu z jednym rowerem na dachu. Och, jak mi ich było żal, bo prognozy pogody na najbliższe dwa tygodnie dla naszego rejonu Polski nie były najlepsze. Trudno, pomyślałam, jakoś muszą sobie radzić. Na szczęście w umowie o wymianie nie ma mowy o zagwarantowaniu pięknej pogody. Ku mojemu zdziwieniu Włosi nie narzekali, wprost przeciwnie, byli bardzo zadowoleni, że trochę odpoczną od włoskich upałów.

Nazajutrz o 5.00, nasi goście jeszcze smacznie spali, wyjechaliśmy w daleką podróż przez pół Europy. Jakże miło było mijać już znane nam rejony Austrii, Tyrolu Insbrucka. Alpy znów zrobiły na nas potężne wrażenie. Wspomnienia z wakacji sprzed roku wróciły ze zdwojoną siłą. Nie mogliśmy stracić okazji zobaczenia się z naszymi Austriakami spod Insbrucka ( z nimi wymienialiśmy się w tamtym roku )Przed wyjazdem umówiliśmy się u nich na kawę. Po serdecznych powitaniach Moni wymyśliła, że kawę to właściwie możemy zrobić sami, bo doskonale wiemy gdzie co jest. Już nie czuliśmy sie gośćmi. Znów byliśmy gospodarzami. Miłe uczucie. I jeszcze jedno. Telewizora dalej nie mają.

Chetnie zostalibyśmy dłużej ale przed nami była jeszcze daleka droga, trzeba było jechać dalej.

Byliśmy doskonale przygotowani do tego wyjazdu. Przewodniki o Włoszech, mapy wertowalismy wielokrotnie przed podróżą. Wiedzieliśmy, że chcemy zobaczyć jak najwiecej, bo nie wiadomo kiedy tu jeszcze wrócimy.

Florencja-miasto malarzy i architektów, bankierów i książąt, kolebka renesansu, jednym slowem symbol. Siena - dawna konkurentka Florencji, Pizza - miasto architektonicznych cudów, Lukka - rodzinne miasto Giacomo Pucciniego, Asyż - miasto św. Franciszka, w którym jego wołanie o miłość i pokój do dziś brzmi z niezwykłą siłą, San Gimignano - z kilkunastoma strzelajacymi w niebo kamiennymi wieżami, Volterra - miasto alabastru.

Te wszystkie miejsca zwiedzaliśmy z otwartymi ustami. Ale nie o to chodzi w tym reportażu, żeby je szczegółowo opisywać. Wszystkie informacje i ciekawostki można znaleźć w przewodnikach i prospektach. I tak połowę z tego człowiek zapomni. Najważniejsze jest to pierwsze wrażenie i świadomość, że jesteś w miejscach, w których przez stulecia mieszkali i tworzyli geniusze a ty też należysz do tego gatunku, który wszystkie te cuda stworzył.

Ale zrobiło sie sentymentalnie.

Pora wracać do Polski.

Październik. Sobotnie popołudnie. Może tak pójść do nowo otwartego w Zielonej Górze Cinema City? Grają najnowszego Jamesa Bonda. Oj jazda była niezła, tak zwane efekty specjalne robią wrażenie. Niestety wątek straciłam już po pierwszej scenie i nie bardzo wiedziałam kto ten dobry a kto ten zły.

Jednakże coś przykuło moją uwagę, mąż również się ożywił, poczuł to samo, wymieniliśmy się znaczącymi spojrzeniami, na duszy zrobiło się cieplej. Nie, nie to nie postać Daniela Graiga czy Olgi Kurylenko. Poruszyło nas coś innego, coś co dotyczyło tylko Nas. Otóż jeden z wątków filmów toczył się we włoskiej miejscowości Siena. Główny miejski plac, Campo, z fontanną zwaną Źródłem Radości to główna arena najsłynniejszego lokalnego festynu we Włoszech. Palio- gonitwa konna wokół placu to kulminacyjny punkt festynu. Pościg Bonda czy za Bondem uliczkami Sieny, sklepiki, kawiarenki to nie fikcja, wirtualne miasto stworzone dla potrzeb filmu. To prawdziwe miasto w centrum Włoch, które trzy miesiące wcześniej tak nas zafascynowało. Liczę na to, że poprzez podróże, poznawanie nowych miejsc, będę je rozpoznawała przy różnych okazjach i okolicznościach. Wierzcie mi, sceny filmu kręcone we włoskiej Sienie zapadną mi długo w pamięci...

Z pozdrowieniami
Lucyna i Jarek Serbowie