Reportaże

P. Perżyło

Włochy, Francja, Szwajcaria

Cześć !

Mam 7 lat i wraz z mamą byłam podczas wakacji na 3 wymianach z INTERVAC. Najpierw poleciałyśmy z Krakowa do Bolonii, gdzie widziałam dom, w którym mieszkał Mikołaj Kopernik oraz weszłam na jedną z krzywych wież (tych mniej sławnych).

Potem była przepiękna Toskania. Mieszkałyśmy niedaleko jej stolicy - Florencji, którą dokładnie zwiedziłyśmy. Byłam na kopule tej słynnej katedry, widziałam Pietę Michała Anioła (tą mniej słynną) i ... gołego Dawida. Codziennie byłyśmy w innym mieście: Siena, Arezzo, Pistoia. Weszłam na krzywą wieżę w Pizie (choć nie mam 8 lat, ale udało się!!!)

Nasi gospodarze przyjechali do Krakowa motorem, jak się dowiedziałyśmy później od sąsiadów, żółtym. Spodobał się niestety jakimś chuliganom , którzy się do niego dobrali. Na szczęście nasi goście mogli jechać dalej... !

Z Toskanii pojechałyśmy do Modeny, gdzie skorzystałyśmy z gościnności członków Intervac. Za ich radą zwiedziłyśmy Rawennę z przepięknymi mozaikami i Mantuę, gdzie zaczął się renesans.

Ostatnim miastem, które zobaczyłam we Włoszech był piękny port Genua, gdzie urodził się Krzysztof Kolumb. Co prawda jego domu nie widziałam, ale za to zwiedziłam statek z filmu R. Polańskiego „Piraci” oraz największe w Europie oceanarium.

Wzdłuż wybrzeża, podziwiając wspaniałą Zatokę Genueńską opuściłyśmy Włochy jadąc do Nicei, gdzie była nasza druga wymiana.

Żal mi było włoskich lodów i pizzy, ale we Francji było morze (zamiast nieskończonej ilości kościołów, które zwiedzałyśmy we Włoszech). Plaża w Nicei jest kamienista, a woda raczej zimna, ale i tak było świetnie wylegiwać się na słońcu, zbierać kamyczki i... znowu zwiedzać. W Monaco były jachty i zmiana warty przed pałacem książęcym. W Monte Carlo nie wpuścili mnie do kasyna. W Marsylii widziałam wyspę hrabiego Monte Christo, a w Cannes... mam zdjęcie na słynnym czerwonym dywanie!!!

Z Nicei pojechałyśmy szybkim pociągiem TGV na północ, do Lyonu, miejsca naszej trzeciej wymiany. Lyon to niesamowite miasto z dwiema dużymi rzekami i starówką wpisaną na listę UNESCO.

Stąd udałyśmy się do Grenoble, Annecy i Genewy. W Szwajcarii próbowałam czekolady (nie wiem czy najlepszej na świecie, ale na pewno najdroższej), widziałam Mont Blanc (z daleka), najwyższą fontannę i największy zegar z kwiatów.

Zachwyciło mnie Annecy, które jest nazywane Wenecją Sabaudii. Przeurocze!!!

W dodatku pływałam po najczystszym jeziorze w Europie.

Cztery tygodnie minęły szybko i czas było wracać do domu. Niestety, nie tym czystym, niezawodnym włoskim pociągiem, ani szybkim TGV, tylko zwykłym polskim autobusem.... .

Do Krakowa dotarłyśmy po 27 godzinach, ale było warto!!!

Eva Perżyło