Reportaże

P. Moszyński

PODRÓŻE MARZEŃ

 

W październiku tego roku odbyliśmy wraz z żoną najbardziej egzotyczną i najbardziej fascynującą podróż w naszym życiu. Chciałbym podzielić się krótkimi refleksjami z tej podróży, ponieważ nasunęła mi ona szereg interesujących spostrzeżeń mogących zainteresować innych.

Od szeregu lat wraz z żoną jesteśmy członkami międzynarodowej organizacji INTERVAC. Intervac proponuje wiele możliwości wymiany między ludźmi. Nas najbardziej interesuje wymiana gościnności (hospitality exchange). Dzięki tej formie spotykamy się z konkretnymi ludźmi w innych krajach, razem z nimi mieszkamy, zwiedzamy, poznajemy ich kraj i kulturę. Również mobilizuje nas to do nauki i poprawiania znajomości języków obcych. W pierwszej kolejności my zapraszamy obcokrajowców do nas, aby w drugiej kolejności jechać do nich.

W tym roku mieliśmy okazję gościć u nas w Suchym Lesie dwie kolejne rodziny z bardzo daleka. Najpierw w maju przyjechało do nas małżeństwo z Seattle z USA, a we wrześniu małżeństwo z Victorii w Kanadzie. Pani Edna Fikowski z Kanady ma dalekie korzenie polskie, a więc była bardzo ciekawa kraju swych dawnych przodków. Wizyta ta była dla nas bardzo wzruszająca. Napisałem o niej w krótkim artykule przesłanym do redakcji INTERVAC (kopię artykułu przesyłam ponownie).

Druga rodzina ze Stanów Zjednoczonych ze Seatle również była po raz pierwszy w Polsce i mam wrażenie, że wyniosła z tej wizyty jak najlepsze wspomnienia. Zarówno w jednej, jak i w drugiej wizycie starałem się przedstawić gościom nasz kraj w jak najlepszym świetle. Szczególnie ogromne wrażenie wywarła na nich wizyta w Biskupinie - prastarej osadzie sprzed 2700 lat. Dla ludzi z Kanady oraz Stanów Zjednoczonych - krajów, których historia białego człowieka jest stosunkowo krótka, zwiedzenie tak prastarej osady było szokujące. W rewanżu zarówno goście z Seatte, jak i z Victorii zaprosili nas do siebie. Wspaniale było spotkać tych ludzi, których już uprzednio znaliśmy.

Najpierw Kanada z ze swoim niezwykłym urokiem, dziewiczą przyrodą i krystalicznym powietrzem. Upajaliśmy się przepięknym miastem Victoria, stolicą prowincji Brittish Columbia. Zwiedzaliśmy też ciekawe miasto Vancouver, aby następnie z naszymi gospodarzami udać się do Whistler - miejsca, gdzie odbędzie się olimpiada zimowa 2010.

Następny tydzień spędziliśmy w Seattle, gdzie byliśmy goszczeni przez następną rodzinę państwa Tilstra, również członków Intervac. Nie sposób opisać wszystko co przeżyliśmy i widzieliśmy. Jedynie tytułowo wymienię niektóre obiekty. Wspólnie z gospodarzami wjechaliśmy na Space Needle, aby podziwiać miasto i zatokę z tej wysokości. Całodzienna wycieczka do oddalonego od centrum muzeum lotnictwa - kolebki Boeinga. Próbowałem też obejść samodzielnie sąsiadujące z miastem jezioro Washington. Okazało się jednak, że jest to niemożliwe, gdyż jezioro to jest olbrzymie. Po kilkunastu kilometrach musiałem zawrócić. Odwiedziny naszych przyjaciół w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych pozostawiły w naszej wyobraźni wspaniałe, niezapomniane wspomnienia. Ogromna serdeczność, życzliwość oraz chęć przekazania nam jak najwięcej informacji o ich kraju może być dla nas przykładem jedności między ludźmi.

Będąc tak daleko od nas w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych skorzystaliśmy z okazji poszerzenia naszych wakacji o wycieczkę - rejs turystycznym statkiem wiozącym turystów wokół Ameryki Północnej i Środkowej. Ten olbrzymi statek Norwegian Pearl kolejno zatrzymywał się w Meksyku, Gwatemalii, Kostaryce, przepłynął Kanał Panamski, dopłynął do Kolumbii, aby następnie poprzez Morze Karaibskie dotrzeć do Miami na Florydzie. Żałuję, że nie jestem już czynnym nauczycielem i obecnie nie mam możliwości podzielenia się wiadomościami z moimi uczniami. W tym miejscu jedynie wspomnę o moim wejściu na wulkan Pacaya w Gwatemali, gdyż tego faktu nie zapomnę do końca życia. Najpierw małym busem dostaliśmy się na znaczną wysokość tego wulkanu (ok.2000m). Następnie w morderczy sposób wspinaliśmy się niemal na sam szczyt góry. Wspinaliśmy się po niegościnnym, księżycowym terenie, brodząc po kostki w popiele wulkanicznym. Po wielogodzinnej, wyczerpującej wspinaczce ujrzeliśmy widok, który zmroził nam krew w żyłach. Zobaczyliśmy jak z Ziemi wydobywa się rozżarzona lawa. Groźny pomruk wulkanu oraz gryzący w oczy dym i zapach siarki dopełniały całości. Wtedy zrozumiałem, jak cienka jest skorupa ziemska, pod którą jest rozżarzona do białości lawa. Kto raz to zobaczył zrozumie jak wielkie są siły natury wobec których jesteśmy bezsilni.

O jeszcze jednym przeżyciu chciałbym wspomnieć. Było nim przepłynięcie Kanału Panamskiego. Wydawało mi się to całkowicie proste- przepłynięcie i już.... Jednak w rzeczywistości jest to ogromne przeżycie. Ponieważ już uprzednio widziałem Kanał Sueski, który monotonnie przebiega przez pustynię z Morza Śródziemnego na Morze Czerwone. Kanał Panamski jest całkowicie inny. Kanał ten długości 81,6km tworzą trzy systemy potężnych śluz podnoszących statki na wysokość 26 metrów. Dzieje się to, dlatego że na drodze znajdują się wzniesienia nie do pokonania w inny sposób. Kanał przebiega w bardzo urozmaiconym krajobrazie; poprzez nieprzebytą dżunglę, urwiste skały, wielkie rozlewiska wodne przy których leżą olbrzymie krokodyle. W najwęższym miejscu kanał ma zaledwie 35metrów szerokości. Nasz statek wycieczkowy miał aż 33metry szerokości. Ponieważ wąski odcinek ciągnie się na znacznej długości nasz wielki statek przy wyłączonych silnikach był ciągniony przez 4 potężne lokomotywy. Gdy skończyło się to "wąskie gardło" wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. I oto na szerokim odcinku kanału tzw. "mijance" wśród wielu innych statków zauważyłem polski statek "Mazowsze". Zacząłem krzyczeć i machać rękoma ku naszym, jednak zapracowana załoga nie zauważyła mnie. Nie da się ukryć, że byłem dumny z tego, że i my mamy coś do powiedzenia na morzach świata.

Nie sposób w krótkim reportażu opisać wszystkich przeżytych wrażeń. Cieszymy się, że jesteśmy członkami Intervac, gdyż dzięki tej organizacji możemy tak wiele przeżyć i rozszerzyć nasze kontakty ze światem.

Krystyna i Janusz Moszyńscy
Członkowie Intervac PL025

CODZIENNIE MODLIŁ SIĘ O WOLNĄ POLSKĘ

"Mój ojciec codziennie wieczorem z całą rodziną modlił się o wolną Polskę. Ja jako mała dziewczynka pamiętam, że nasz ojciec codziennie wieczorem po kolacji przytulał nas wszystkich i wspólnie modliliśmy się aby Polska kiedyś była wolna. Aby skończyła się niewola a potem komunizm. Modliliśmy się abyśmy mogli wrócić do naszej Ojczyzny."

Te słowa powiedziała mi moja znajoma z Kanady, która po raz pierwszy w swoim życiu odwiedziła nasz kraj. Mówiąc to na placu Mickiewicza w Poznaniu przy symbolicznych krzyżach miała oczy pełne łez. Ja również słuchając jej słów nie mogłem opanować wzruszenia. Po raz drugi wzruszyła się przy pomniku pamięci w Łagiewnikach 1 września tego roku . Pani Edna Fikowski -bo o niej mowa - urodziła się już w Kanadzie. Niestety już nie zna języka polskiego .Obecnie jest już starszą osobą, ale zawsze pragnęła poznać kraj swoich przodków.

Jej ojciec Michał mając 14 lat przybył wraz ze swoim ojcem do Kanady w 1905 roku w poszukiwaniu pracy. Na początku było im bardzo ciężko. Wreszcie Michał znalazł pracę jako maszynista parowozu. Ożenił się w 1917 roku z katoliczka Marią Toni pochodzenia austro-węgierskiego. Małżeństwo miało 12 dzieci - Edna była najmłodszą. Cały czas musieli ciężko pracować aby zapewnić rodzinie byt. Kiedy już nieco poprawiła się im sytuacja materialna po II wojnie światowej w Polsce zapanował reżim komunistyczny. To było straszne dla tej rodziny, że znowu nie mogli wrócić do swojej Ojczyzny. Zachowując wszystkie polskie tradycje codziennie modlili się o wolność. Niestety Michał nie doczekał się zmiany ustroju w Polsce zmarł w1954 roku, a jego żona Maria w 1988. Teraz Edna przyjechała do Polski aby szukać swoich polskich korzeni oraz odnaleźć groby swoich dawnych przodków.

Spotkanie tych ludzi z Kanady było dla mnie wzruszającą lekcją patriotyzmu a jednocześnie spotkaniem ludzi żyjących daleko stąd za oceanem, którzy wewnętrznie czują się też Polakami.

Janusz Moszyński
nauczyciel