Reportaże
Reportaż Beaty Włosowicz
Dzięki Intervac wakacje 2006 nasza mała rodzinka 4-osobowa miała spędzić w Hiszpanii, 50 km na południe od Barcelony, nad morzem.
Już przygotowania do podróży były ekscytujące, bowiem zawsze dobieramy starannie trasę podróży tak, by była dodatkową atrakcją, a nie męczącym przymusem.
Tym razem jechaliśmy przez Niemcy i Francję. Dzielący nas dystans 2300 km podzieliliśmy na 3 dni. Pierwszą noc spędziliśmy w hotelu w Stuttgarcie, zarezerwowaliśmy go 3 miesiące wcześniej, wykorzystując atrakcyjne promocje rodzinne.
Słuchając podpowiedzi francuskich przyjaciół "intervacowych", drugi nocleg spędziliśmy w pokojach gościnnych. Byliśmy zachwyceni, czekali na nas przemili gospodarze w apartamenciku w stylowym, kamiennym domu, urządzonym jak w bajce. Po nocy w ciszy, która aż w uszach dźwięczała, czekało na nas śniadanko z wypiekami i specjałami pani domu. A jeśli się doda, że wszystko to miało miejsce u stóp najwyższego wiaduktu świata w Millau...
Na miejsce naszego pobytu w Hiszpanii dojechaliśmy sprawnie, bez stania w korkach, ponieważ zawsze podróżujemy w środku tygodnia, aby uniknąć wakacyjnych wymian turnusów, które mają miejsce w weekend. Wiedzieliśmy, że będziemy mieszkać w apartamencie składającym się z 3 sypialni, 2 łazienek, kuchni i pokoju dziennego z tarasem, usytuowanym nad brzegiem morza.
Jednak to, co ujrzeliśmy po wejściu do mieszkania przerosło nasze wcześniejsze wyobrażenia. Było egzotycznie. Na wprost wejścia, przez ogromną, szklaną taflę drzwi tarasowych rozpościerał się widok lazurowego, bezkresnego morza. Lokalizacja na 7 piętrze potęgowała wrażenie bycia na statku. Intensywny szum morza towarzyszył nam przez cały pobyt i zagłuszał wszystkie odgłosy próbujące się przedostać z zewnątrz. Działał na nas terapeutycznie. Plaża oddalona była o 70 kroków. Mieliśmy wspaniałą "bazę wypadową", aby zwiedzić niepowtarzalną Barcelonę, Tarragonę, Sitges, Montserrat. Każdy znalazł coś interesującego dla siebie, od Camp Nou po muzeum Picassa i dzieła Gaudiego. Na odwiedzanie tych słynnych miejsc też opracowaliśmy sposób, aby wycieczki nie były zbyt męczące - robiliśmy je co drugi dzień, na przemian z plażowaniem i kąpielami w cieplutkim morzu. Pogoda nam sprzyjała, nie było męczących upałów. A jak już nam się plaża znudziła mieliśmy możliwość pluskania się w basenie należącym wyłącznie do naszego budynku.
Droga powrotna, również dużo wcześniej zaplanowana (nie boimy się informacji marketingowych rozsyłanych Internetem przez hotele - korzystamy z nich!) wiodła przez Carcassonne i Norymbergę. Miesięczne wakacje minęły jak jeden dzień. Było świetnie!
Opinię tę podzielają również młodzieżowi członkowie rodziny.
A jak się miewali w tym czasie nasi hiszpańscy partnerzy z Intervacu w Polsce? Byli zachwyceni i chcą przyjechać ponownie...
Beata Włosowicz



