Reportaże
Reportaż Beaty Włosowicz
Bez wątpienia nasze wakacje 2007 były fantastyczną realizacją pomysłu dotarcia do "końca" Europy. Powzięty plan był ambitny - 3300 km w jedną stronę, oczywiście samochodem. Ubiegłoroczna katalońska kanikuła zaostrzyła nasze apetyty na nowe eskapady. Tym razem celem stała się hiszpańska Andaluzja. Na przełomie lipca i sierpnia zamieszkaliśmy w Almerii w komfortowym, czteropokojowym apartamencie z tarasem, przy plaży. W tym czasie, u nas, sympatyczna rodzinka hiszpańska podziwiała Kraków.
Po kilku dniach odpoczynku ruszyliśmy do zwiedzania najbliższej okolicy. Mieliśmy szczęście, bo obfitowała ona w atrakcje. Sama Almeria jest zielonym, stylowym miastem portowym z potężnym zamkiem obronnym z X wieku - alcazabą. Tylko 20 km dzieliło nas od jedynej w Europie półpustyni przypominającej do złudzenia westernowy amerykański krajobraz, wykorzystywany zresztą w tym celu przez europejskich filmowców - kwitnące kaktusy, kolczaste krzewy, wyschnięte koryta rzek. Taki sam dystans mieliśmy do dzikiej, urzekającej przyrody rezerwatu nadmorskiego El Cabo de Gata.
Zupełnie blisko, bo około 100 km dalej, po pokonaniu gór Sierra Nevada znajdowała się Granada. Niemal z zapartym tchem oczekiwaliśmy na zwiedzanie Alhambry, słynnego muzułmańskiego zespołu pałacowo-ogrodowego. Wcześniejsza lektura przewodników przygotowała nas na ujrzenie obrazu z "Baśni tysiąca i jednej nocy". Nie zawiedliśmy się, a arabski napis "Nie ma okrutniejszej rzeczy w życiu, jak być ślepcem w Granadzie" nie jest przesadzony. Urzekł nas ten istny labirynt zacienionych krużganków, dziedzińców, arkad i kolumn. Przepięknie prezentowały się ogromne przestrzenie nieprawdopodobnych kompozycji roślinnych okraszonych wodospadami, fontannami i sadzawkami. Same budowle obfitowały w ozdobne stiuki, arabeski i mozaiki z płytek ceramicznych- azulejos. Praktyczna rada: dobrze jest zarezerwować wcześniej, przez internet, bilety do Alhambry, w przeciwnym razie jest się skazanym na gigantyczną kolejkę do kasy.
Był to jednak dopiero przedsmak tego, co miało nastąpić. Udaliśmy się bowiem w prywatny, tygodniowy Tour d' Andalucia, mierzył on 1100 km i przebiegał przez najbardziej atrakcyjne miejsca tego autonomicznego regionu. Jeszcze w Polsce skrupulatnie zaplanowaliśmy wygodne noclegi i psychicznie nastawiliśmy się na bicie rekordów temperaturowych.
Rozpoczęliśmy od krętych uliczek starego miasta oraz aliansu meczetu i chrześcijańskiej czynnej świątyni o 856 kolumnach, czyli Mezquity w Cordobie. Następnie udaliśmy się do Sewilli, stolicy flamenco i korridy. W zasadzie w całej Andaluzji odbywają się walki byków i zupełnie nie możemy zrozumieć tej hiszpańskiej fascynacji zabijaniem. Bardzo nam się podobało to ogromne, przyjazne miasto ze wspaniałą architekturą i najstarszym w Europie pałacem królewskim, nieprzerwanie zajmowanym przez władców Hiszpanii. Oczywiście zwróciliśmy szczególną uwagę na najwyższą niegdyś wieżę świata Giraldę, która posłużyła architektom jako wzór przy budowie Pałacu Kultury w Warszawie. Najwyższe wyróżnienie uzyskała jednak u nas Sevilla za ... tapas, mistrzostwo smakowitych przekąsek w nieskończonej ilości wersji. Delektowaliśmy się nimi, odwiedzając kolejne, bary tapas, rywalizujące między sobą w oryginalności menu.
Dalej był Kadyks, najstarsze miasto Europy, liczące 3 tysiące lat, malowniczo położone na wąskim pasmie lądu.
Następnie stanęliśmy własnymi stopami u celu naszej podróży, najdalej wysuniętym na południe punkcie Europy, w Tarifie. Oddzielona jest ona od Afryki jedynie 14 - kilometrowym pasem wody - Cieśniną Gibraltarską. Tutaj mieszają się wody Oceanu Atlantyckiego i Morza Śródziemnego. Przepiękne miejsce, szerokie piaszczyste plaże z wiecznie wiejącymi wiatrami, co skrupulatnie wykorzystuje się do uprawiania windsurfingu, a wokół górzysty teren z niespotykaną ilością wiatraków.
Kolejnym etapem naszej podróży był Gibraltar, skrawek brytyjskiej ziemi na Półwyspie Iberyjskim. Najsłynniejsza chyba skała w Europie, świetnie widoczna z Algeciras, ogromnego portu, z którego wypływają codziennie dziesiątki promów w różnych kierunkach Europy i Afryki, a Morze Śródziemne bardzo przypomina w tym miejscu ruchliwe skrzyżowanie. Gibraltar wygodnie zwiedza się w typowych, brytyjskich, piętrowych autobusach komunikacji miejskiej. Auto najlepiej zostawić na parkingu, bowiem wyspa jest tak ciasna (6,5 km2), że nie można się po niej poruszać swobodnie. Gibraltarską ciekawostką na skalę światową jest usytuowanie pasa startowego samolotów w poprzek drogi miejskiej. Zwykłe światła i szlaban regulują pierwszeństwo przejazdu samolotu. Następny tydzień spędziliśmy w Almerii, obserwowaliśmy rozkład dnia typowej rodziny hiszpańskiej, oglądaliśmy nocne mecze piłki plażowej, uczestniczyliśmy w nocnych targach i podziwialiśmy odnawialną energię hiszpańskich dzieci, oblegających place zabaw do póĹşnych godzin nocnych.
W drodze powrotnej miło spędziliśmy jeden dzień w Walencji. Podobał nam się imponujący, nowoczesny zespół architektoniczny Centrum Sztuki i Nauki. Połączenie szkła, milionów płytek ceramicznych i wody robi wrażenie zarówno w promieniach słonecznych jak i nocą.
Kolejnego dnia zaplanowaliśmy odwiedzenie muzeum Salvadora Dali w Figueres. Stwierdziliśmy zgodnie, że jego wyobraĹşnia była rzeczywiście nieokiełznana.
Po dwóch dniach podróży, z noclegami w Perpignan i Stuttgarcie, wróciliśmy do Polski i już po kilku dniach zaczęliśmy planować następne wyjazdy. Bardzo nam odpowiada nasz indywidualny sposób spędzania wakacji. Cenimy sobie bardzo tę "intervacową" wolność i niezależność. Świetnie odpoczywamy.
Beata Włosowicz
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |







