Reportaże

Joanna Ossera

Włochy 2011

W poszukiwaniu pomysłów na wakacje 2011 natknęłam się na artykuł w gazecie, dotyczący wakacyjnej wymiany domów. Pomysł zakiełkował mi w głowie, ale po wstępnych rozmowach w domu i wśród znajomych – trochę zwątpiłam…. Uznałam, że z polskich lokalizacji to tylko Kraków czy Warszawa mają szanse powodzenia. A nasz mały domek na wsi po Żywcem wydał mi się mało atrakcyjnym miejscem na wakacyjną wymianę, zwłaszcza dla gości zza granicy…

Mimo wszystko postanowiłam zaryzykować  – po zarejestrowaniu się jako członek Intervac i dopełnieniu stosownych formalności – zaczęłam intensywnie wysyłać maile z zaproszeniem na wakacje w Polsce. I tu popełniłam duży błąd! Wymyśliłam sobie wyjazd do Holandii, ponieważ widziałam wiele ofert z tego kraju; uznałam, że Holendrzy są przyzwyczajeni do takiej formy spędzania urlopu. Nie sprawdziłam jednak, kiedy zaczynają się wakacje w kraju docelowym i otrzymałam wiele odpowiedzi odmownych z racji wybranego przeze mnie terminu.

Kolejne maile, czas mija i w końcu  - jest! Otrzymaliśmy maila zwrotnego z propozycją wymiany od Finów, którzy posiadają dom we Włoszech… Okazało się, że jest to para bardzo aktywnych ludzi (już na emeryturze), którzy posiadają jeszcze inne nieruchomości w Europie, między innymi na Węgrzech – i właśnie w drodze z Finlandii na Węgry bardzo im pasuje spędzenie trochę czasu w Polsce, bo dotychczas byli w naszym kraju jedynie przejazdem. Uzgodniliśmy terminy wymiany (wymiana nierównoczesna) i emocje trochę opadły… Zaczęliśmy wertować przewodniki i planować podróż.

I znów ogarnęły mnie wątpliwości! Co my będziemy robić we Włoszech z dziećmi? Miejscowość, do której mamy jechać, to malutka wieś w środkowych Włoszech, wszędzie daleko… Ale jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć i B! Wakacje zostały zaplanowane z uwzględnieniem wymagań naszych dzieci dotyczących możliwości kąpielowych J. Na zakończenie wyjazdu zarezerwowaliśmy dodatkowo kilka dni na campingu w dogodnej lokalizacji, dla dzieci baseny i morze, a dla nas … wycieczka do Rzymu.

Nadszedł czas przyjazdu naszych gości do Polski. My oferowaliśmy do wymiany domek letniskowy, klucze przekazaliśmy przez zaprzyjaźnionych sąsiadów. Maria i Vesa bardzo chcieli się z nami spotkać i specjalnie obiecali ugotować typowe włoskie spaghetti. Wybraliśmy się więc do naszego domku, gdzie spędziliśmy sympatycznie kilka godzin opowiadając sobie wzajemnie o naszych krajach. Oczywiście nas szczególnie interesowały informacje n/t  regionu Marche, gdzie znajduje się domek na naszą wakacyjną wymianę. Za pyszne spaghetti zrewanżowaliśmy się polskimi przysmakami (pierogi).

Wakacje we Włoszech były cudowne. Chociaż był to też czas nieustannych kompromisów między potrzebami naszymi (zwiedzanie) i dzieciaków (kąpiele). Na początku zatrzymaliśmy się jeszcze na 1 dzień w Wenecji – niezapomniane wrażenia…  Po fantastycznym, ale męczącym dniu z wielką ulgą powitaliśmy hotelowy basen J.  Kolejnego dnia ruszyliśmy w dół włoskiego buta do naszej docelowej miejscowości Montelago. Po drodze jeszcze Verona – jakżeby inaczej, nie zobaczyć Verony? Kilka godzin jazdy i odbiliśmy od wybrzeża w kierunku gór w części środkowej Włoch. I tu pojawił się problem, bo nasz GPS, który w Polsce bez trudu znajdował trasę do Montelago, nagle uznał, że takiego miejsca nie ma… A tu dzieci już marudzą, bo długo, bo zmęczone, na dodatek robi się ciemno, a my tymczasem wjechaliśmy w wysokie góry, gdzie droga miejscami jest tak wąska, ze nawet znaki nakazują stosowanie sygnałów dźwiękowych przed zakrętami… Na szczęście trasa się odnalazła, jednak dopiero po wybraniu opcji wyszukiwania „drogi polne i gruntowe”. Mieliśmy wrażenie, że znaleźliśmy się na końcu świata, gdzie diabeł mówi dobranoc. Notabene, Montelago leży u stóp szczytu o wdzięcznej nazwie Monte de la Strega… Późnym wieczorem dojechaliśmy na miejsce, gdzie czekał na nas sympatyczny sąsiad naszych gospodarzy, który przekazał nam klucze oraz praktyczne informacje dotyczące ręczników, pościeli, obsługi kuchenki gazowej itp. Kolejne dni spędzaliśmy na odkrywaniu uroków okolicy. Często sami byliśmy obiektem zainteresowania mieszkańców, ponieważ rejon Marche nie jest tłumnie odwiedzany przez zagranicznych turystów; właściwie jedyni przyjezdni to Włosi, którzy zdecydowali się na spędzanie urlopu we własnym kraju, a jednocześnie z dala od tłumów oblegających popularne miejsca turystyczne. Jak spędzaliśmy czas? Trochę wędrowaliśmy po górach, ale zazwyczaj robiliśmy wycieczki samochodem (klimatyzacja to wybawienie!); odwiedziliśmy urocze, zabytkowe, a prawie nieznane  miejscowości jak Gubio czy Urbino, ale także Asyż i Perugię. Zwiedziliśmy jaskinie Grotte de Frassasi – atrakcja na miarę naszej polskiej Wieliczki. Z przyjemnością obserwowaliśmy wieczorne życie mieszkańców Montelago, którzy codziennie spotykali się na piazza w celach towarzyskich. Kosztowaliśmy tradycyjnych potraw lokalnych w małych ristorante czy tawernach, takich, gdzie stołowali się okoliczni mieszkańcy.

Zgodnie z wcześniejszym planem wakacje zakończyliśmy na campingu nad morzem, skąd wybraliśmy się na wycieczkę do Rzymu, ale poza tym głównie plażowaliśmy. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w Pizie, aby sprawdzić, czy Krzywa Wieża jest naprawdę taka krzywa, jak mówią… J. Ale nie powiem Wam, jak jest – o tym musicie się przekonać sami….